Wczasy

wczasy, wakacje, urlop

Port Słowian

06 czerwiec 2012r.

WINETA Gdzieś u ujścia Odry do Bałtyku kwitł przed tysiącem lat wielki i bogaty port Słowian — Wineta. Mieszkańcy Winety utrzymywali stosunki handlowe z całym nieomal Starym Światem, do Indii i Chin włącznie. Dzięki temu doszli do ogromnych bogactw i znaczenia, stając się najwybitniejszym emporium handlowym na Bałtyku. Wskutek niezmiernej pychy mieszkańców oraz niechęci wobec chrześcijaństwa, z bożego rozkazu -— tak chce legenda — miasto zostało zalane przez morze i do dziś pozostaje na jego dnie 119. Atrakcyjna legenda Winety rozrosła się do niespotykanych rozmiarów i od kilku wieków stanowi przedmiot licznych badań i sporów naukowych. Powszechnie znana nazwa "Wineta", nie jest jedyna. Adam z Bremy określa ją jako "Jumne", inny kronikarz używa nazwy "Jumneta", z czego powstała wreszcie "Wineta". Niektórzy, na podstawie sag skandynawskich, przypuszczają, że jest to "Jomsborg". Największą jednak osobliwością Winety była latarnia morska. Dowiadujemy się o tym z przekazów Adama z Bremy, zamieszczonych w II księdze rozdz. XXII jego kroniki Descriptio insularis Aquilonis, pochodzącej z 1074 roku. Z uwagi na doniosłość tego przekazu odnośny fragment przytoczono w oryginalnym brzmieniu: "'[...] Ibi est Olla Vulcani, quod incolae Graecum ignem vocant, de quo etiam meminit Solinus [...]", który w tłumaczeniu brzmi: "[...] Znajduje się tam garnek Wulka-na, który mieszkańcy nazywają ogniem greckim, jak to również wspomina Solinusz [...]". Wiele istnieje hipotz co do znaczenia zwrotu Olla Vul-cani. W pierwszym rzędzie nasuwa się przypuszczenie, że Olla Vulcani, zwany przez mieszkańców ogniem greckim, to łatwo zapalna, eksplozywna mieszanka saletry, siarki, węgla, smoły i żywicy, używana przez Greków w walce z nieprzyjacielem, przede wszystkim jako granaty zapalające. Konrad L e v e z o w przypuszcza, że mieszkańcy Winety mieszankę tę otrzymywali z Grecji za pośrednictwem Rusów, w starannie zamkniętych garnkach, co wskazywałoby na bardzo ścisłe związki handlowe z Bizancjum Niestety żadne źródła historyczne nie przekazują nam wiadomości, jakoby Słowianie w swoich licznych agresywno-odwetowych walkach w tym okresie (X—XII wiek) używali pocisków wybuchających poza machinami miotającymi głazy. Poza tym Gajusz Juliusz Solinusz, żyjący w III wieku naszej ery, nie mógł pisać o ogniu greckim, ponieważ ten wynaleziony został przez Kallinikosa z Heliopolis dopiero w 668 roku. Skład mieszanki utrzymywany był w ścisłej tajemnicy do chwili, kiedy to w XI wieku dzięki zdradzie zdobyli ją Saraceni. L. Gisebrecht określa Olla Vulcani jako miejsce cierpień niewiernych w ogniu czyśćcowym, co pogańskim mieszkańcom Winety musiało być obce, jako pojęcie związane z chrześcijaństwem. Adam z Bremy pisał bowiem: "Saksończycy mogą tam [tzn. w Winecie] też mieszkać, jeżeli tylko nie wyznają wiary chrześcijańskiej [...]". Poza tym nie ma to żadnego związku z ogniem greckim i Solinuszem. Istnieje również hipoteza, że Olla Vulcani to jamy, w których wytapiano rudę żelazną m. Na ogół jednak panuje wśród badaczy pogląd, że była to latarnia morska — pierwsza na Bałtyku, na wiele lat przed budowlą z Travemimde. Urządzenie to mieszkańcy Winety mogli poznać w czasie swoich licznych i ożywionych kontaktów handlowych z portami greckimi, sycylijskimi i arabskimi. Z uwagi na niemożliwość definitywnego ustalenia lokalizacji latarni, na załączonej mapce (na końcu książki) pokazano ją tam, gdzie na mapie Olausa Magnusa z 1539 roku widzimy Winetę-Julin, oraz tam, gdzie na polskiej mapie nawigacyjnej nr 105, wydanej przez Biuro Hydrograficzne Marynarki Wojennej w 1950 roku, uwidoczniona jest "Vineta-Bank" — to znaczy na wybrzeżu wyspy Uznam, w połowie pomiędzy ujściem Piany a ujściem Świny.

ocena 4,8/5 (na podstawie 4 ocen)

nad morzem, Wycieczki, latarnia morska